Jak przystało na prawdziwą „królową” Beskidu Wyspowego, Mogielica posiada wszystkie przymioty, które każda władczyni mieć powinna – wyniosłą postawę, piękne oblicze, odrobinę łagodności połączoną z nieco dzikim charakterem, a co najważniejsze – miłość poddanych. Ale oprócz uwielbienia turystów, którzy chętnie odwiedzają jej widokowy szczyt – Mogielica jest po Luboniu Wielkim chyba najczęściej odwiedzanym szczytem w tej części Beskidów – góra ma w swym dossier także mroczne epizody. Niegdyś wywożono tu ciała obwiesiów, samobójców, topielców i wszystkich innych, których sposób opuszczenia tego świata zabraniał pochówku w poświęconej cmentarnej ziemi. Dzikie ostępy były ulubionym miejscem schronienia beskidzkich zbójników, którzy w niejednym miejscu zakopali ponoć zrabowane skarby, a w czasie ostatniej wojny rozbił się tu niemiecki bombowiec.

Nazwa góry

Nie przez przypadek poruszam kwestię nazwy – mimo wieloletniego funkcjonowania poprawnej formy w literaturze turystycznej i geograficznej, nadal jeszcze zdarza się błędna „Mogielnica” – na wielu mapach wojskowych i geodezyjnych, a także opierających na nich atlasach i mapach samochodowych. Szczytem niedbalstwa i bałaganu nazewniczego jest fakt, że w „Urzędowym spisie nazw geograficznych Rzeczypospolitej Polskiej”, dokumencie w końcu nie byle jakim, bo formalnie wszystkie nazwy powinny mieć brzmienie właśnie tam zawarte, uwzględniona jest właśnie błędna nazwa… Cóż, może jeszcze doczekamy się wykreślenia tej jednej literki w państwowym dokumencie. W końcu nie takie „drobiazgi” z nich znikały.

Krajobraz

Wracajmy do naszej góry. Mogielica nie jest typowym wzniesieniem Beskidu Wyspowego, w różnych kierunkach bowiem odchodzą od głównego szczytu boczne grzbiety, tworząc charakterystyczny „rozróg” górski. Najdłuższy z nich odchodzi w kierunku południowym i poprzez masyw Krzystonowa i Jasienia ciągnie się aż do przełęczy Przysłop, za którą leżą już Gorce. Inny długi grzbiet wybiega także na wschód, do Przełęczy Słopnickiej. Liczne potoki spływające z Mogielicy zasilają Łososinę i Kamienicę Gorczańską. Całość tworzy nie tylko najwyższy, ale i najrozleglejszy masyw w całym Beskidzie Wyspowym, a co za tym idzie i najdzikszy.

Historia

Odmienne ukształtowanie terenu spowodowało, że podczas konferencji karpackich oddziałów Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w 1936 roku, kiedy to przeprowadzono pierwszy turystyczny podział polskich gór na regiony, Mogielica znalazła się w Gorcach. Dzisiaj wydaje się to dziwne, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie było wtedy szosy przez przełęcz Przysłop, a dolina Kamienicy Gorczańskiej wydawała się doliną zgodnie z nazwą, typowo gorczańską, to przestaje to dziwić. Zresztą – weźcie mapę topograficzną, wymarzcie z niej drogi i spróbujcie wyrysować granicę pasm górskich – przynależność Mogielicy nie będzie wtedy taka jednoznaczna. Po wojnie jednak powrócono jednak do granicy między Gorcami a Beskidem Wyspowym na przełęczy Przysłop (a nie Chyszówki), a budowa szosy przez przełęcz w 1969 r. ostatecznie przypieczętowała przynależność szczytu, dzięki czemu Mogielica mogła pozostać „Królową Beskidu Wyspowego”.

Rozległość, spore oddalenie od zamieszkanych dolin, otoczenie innymi sporymi szczytami i największe w tej części Beskidów różnice wysokości (sięgają one 760 metrów, a najkrótsze podejście, od północy wymaga pokonania ponad 500 metrów podejścia) powoduje, że Mogielica jest tą górą, którą lubi się od pierwszego spotkania, i do której często się wraca.

Jeszcze piękniejszy i rozleglejszy widok rozciąga się ze szczytu. Na zalesionym szczycie przez długie lata stała potężna wieża triangulacyjna, zwalona przez wichurę na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Na nową, tym razem już widokową wieżę z prawdziwego zdarzenia musiała Mogielica poczekać prawie 30 lat… W końcu w sierpniu 2008 roku postawiono na szczycie potężną, wysoką na ponad 20 metrów, drewnianą wieżę widokową, wyrastającą ponad korony drzew, tym samym zapewniającą wspaniały dookolny widok. Tak opisuje go Kazimierz Sosnowski w „Przewodniku po Beskidzie Zachodnim” z 1914 roku (gwoli ścisłości – wieży wtedy nie było na szczycie, ale nie było tez i lasu…): „Z samej Kopy podziwiać możemy od strony płd.-wsch. ku Szczawie pasmo Radziejowej, bliżej Modyń; od płd. Widać dolinę Dunajca, część Pienin, okazały Lubań nad Ochotnicą, dalej głuche, długie gniazdo Gorców. Nad Gorcami sinieją iglice Tatr.” (W tym miejscu nie mogę powstrzymać się od krótkiej uwagi, że jednak nie ma to jak stare przewodniki – krótko, treściwie a przy tym z literackim zacięciem)

Oprócz wspomnianej już Polany Stumorgowej jest też w masywie Mogielicy kilka innych polan. Najładniejsza z nich to Wyśnikówka, leżąca na grzbiecie biegnącym ku północy i tworząca charakterystyczne „wycięcie” w sylwetce góry widzianej od wschodu lub zachodu. Przed wojną była intensywnie wypasana i częściowo koszona. Jeszcze w latach 70. pod lasem stał szałas pasterski. Roztaczają się stąd bardzo szerokie widoki. Wczesną wiosną na polanie licznie zakwita śnieżyczka przebiśnieg, jesienią cała polana pokrywa się kępami fioletowo kwitnącej goryczki trojeściowej, a kolorowe ramy polany tworzą czerwone i złote buki. Jeszcze inny charakter posiada polana Cyrhla, na której jeszcze do niedawna stało siedem gospodarstw (dziś już tylko jedno), leżąca na grzbiecie opadającym w stronę Jurkowa.

Kopę i jej północne stoki porasta piękny las bukowy, a w wyższych partiach jedyny w Beskidzie Wyspowym górnoreglowy bór świerkowy. Jest on ostoją wielu rzadkich gatunków górskich roślin i zwierząt (ryś, wilk, głuszec) oraz ptaków (m.in. dzięcioł trójpalczasty, sóweczka, włochatka, drozd obrożny). Z tego względu została objęta ochroną rezerwatową. Co jednak nie przeszkadza quadowcom wjeżdżać swymi stękającymi maszynami na sam szczyt… Są też inne ciekawostki przyrodnicze – zarastające jeziorka: Żółte i Zielone Bajorzysko przy szlaku zielonym z Chyszówek, uroczysko Borsuki na stoku płd.-wsch. zboczu z imponującą wychodnią skalną (wys. ok. 5 m) i obszernym rowem rozpadlinowym oraz tzw. Niedźwiedzie Młaki pod Halą Stumorgową. Poniżej Cyrhli  Nie tak dawno, bo w 2001 roku odkryto wychodnię skalna z wyrytą datą „1789” i nieczytelnym napisem. Może to jednak miejsce ukrycia zbójnickich skarbów?

Co do zbójników, to Mogielica była ponoć ich ulubionym miejscem ukrywania się. Według jednej z legend, na znajdującym się pod jej szczytem po zachodniej stronie dużym głazie zwanym Zbójnickim Stołem (faktycznie stoi on do dziś przy szlaku miedzy Kopą a Wyśnikówką) zbójnicy liczyli zdobyte pieniądze, które następnie ukryli w jaskini zwanej Marszałkową Studnią na polanie Poręba. Legendy mają swoje podłoże historyczne – w XVIII wieku ukrywał się na Mogielicy znany beskidzki zbójnik Józef Baczyński wraz ze swoim kompanem Świstakiem (od niego pochodzi nazwa jednego z leżących pod Mogielicą przysiółków Słopnic – „Do Świstaka”). Podobno zrabowane przez niego skarby znajdują się zakopane w lesie Mogielicy, a przez kilka lat strzegła ich kochanka Baczyńskiego. Z kolei na polanie Brzostkowej i Skalne, pod szczytem niedalekiego Jasienia, zakopane są zrabowane przez zbójników pieniądze, kościelne srebra i monstrancje.

W czasie ostatniej wojny jeszcze jedno mroczne wydarzenie miało miejsce na stokach Mogielicy. 28 stycznia 1944 roku, doszło do katastrofy lotniczej, niemieckiego samolotu Heinkel 111, jak się później okazało, przeznaczony do celów szkoleniowych. Wraz z nim poległa pięcioosobowa załoga porucznika Alfreda Gutschmidta z ósmej eskadry pułku bombowego KG 55. Wszyscy, polegli, zostali pochowani na cmentarzu wojskowym w Krakowie. Do końca nie ustalono, co mogło być przyczyną katastrofy w czasie lotu treningowego -warunki atmosferyczne, błąd pilota czy może awaria? Pierwsi na miejscu byli partyzanci, którzy z rozbitej maszyny wymontowali karabiny maszynowe i wzięli niewielki zapas amunicji. Niedługo potem zjawiła się niemiecka komisja, która po stwierdzeniu braku karabinów, przeprowadziła w okolicach silną rewizję i obserwację dróg, ale bez rezultatu.

Po kilkudziesięciu latach od wydarzeń spod Mogielicy, rozpoczęto stopniowo badanie okoliczności wydarzeń katastrofy. Pierwsze oględziny szczątków katastrofy miały miejsce w 1986 roku. Od tamtej pory z koryta potoku Bystroń wydobyto kilkadziesiąt części z niemieckiego samolotu. Obecnie, kolekcję zakonserwowanych elementów samolotu wraz z opisem, można zobaczyć w Ośrodku Ekspozycyjnym Małopolskiego Szlaku Historii Lotnictwa w schronisku PTTK na Kudłaczach w Pcimiu.

Masyw Mogielicy

A jest wracać do czego, masyw Mogielicy, pod względem krajobrazowym i przyrodniczym, należy do najwspanialszych w polskich górach. Największą atrakcją są bez wątpienia panoramy, które oferuje szczyt i okoliczne hale i polany. Leżąca okrakiem na grzbiecie Hala pod Mogielicą, nazywana też dawniej Polaną Stumorgową, urzeka swoim malowniczym ukształtowaniem i widokami – bez wątpienia należącą do pierwszej dziesiątki najpiękniejszych polan w naszych górach (o, to jest pomysł na kolejną notkę 🙂 ). Niegdyś stały na niej szałasy, a mieszkańcy Jurkowa wypasali tu ogromne stada owiec, dziś po gospodarce pasterskiej (oprócz samej hali) nie pozostał żaden ślad. Za to można stąd podziwiać piękny kawał Beskidów, Tatry, a przy dobrej widoczności także Góry Choczańskie, a nawet Małą Fatrę.

Osobiście Mogielicę uwielbiam i uważam z jedną najładniejszych polskich gór. Kiedy pierwszy raz wędrowałem szlakiem z Jasienia, była późna jesień, w dolinach zalegała gruba warstwa mgieł, a na podejściu powietrze było tak wilgotne, że krople wody osadzały się na włosach. Bez widoków przeszedłem Jasień, potem Krzystonów i stromym zejściem, po kolana w liściach zszedłem na przełęcz do stokówki. Mgła płożąca się wśród sinych pni buków zapewniała tę odrobinę tajemniczości i jesiennej estetyki, która powoduje, że nawet najnudniejsza trasa nie jest nudna. Z punktu widzenia podziwiania panoram, dla których tu przyszedłem dzień wydawał się już stracony i długo zastanawiałem się czy w ogóle warto pchać się pod górę. Na szlaku nie było nikogo, bo w dolinach siąpiło, a temperatura zachęcała raczej do wyprawy do pobliskiego baru niż w góry.

W końcu ruszyłem pod górę, przeciąłem małą polankę, gdzie miała stanąć bacówka pod Mogielicą, a której nie zdążono zbudować, zanim zawalił się cały ten nie tylko petetekowski system. Na skraju Stumorgowej zaczęło się coś dziać, i zanim doszedłem do końca hali i charakterystycznego spiętrzenia stoku, owego wielbłądziego garbu nadającego Mogielicy charakterystyczny kształt, mgły były już jakieś 20 metrów pode mną. Zrobiło się tak ciepło =, że musiałem ściągnąć sweter ( o polarze jeszcze wtedy nie marzyłem nawet… ). Z nad mgieł wystawały wszystkie te góry, które już znałem, i te, które dopiero miałem w planach. Wielki Luboń, zmierzał gdzieś na południe, w stronę Chocza, niczym ogromny ubot rysując się na tle masywu Babiej Góry. Tatry skrzyły się w słońcu pierwszym śniegiem. Zostałem tak długo, aż nad głową zapaliło się tysiące gwiazd, z gęstą wstęgo mlecznej drogi. Schodząc po ciemku gdzieś po głowie chodziła mi piosenka „Browaru Żywiec”. Ta o Mogielicy i jej mrocznej Kopie. I teraz, kiedy to piszę, też mi chodzi. Byłem potem na Mogielicy jeszcze wiele razy, w śniegu po pas, wiosną, gdy na hali kwitną przebiśniegi i złotą jesienią przy niebie tak błękitnym, że schować się mogą śródziemnomorskie kurorty, ale nigdy już nie trafiłem na taką widoczność jak za pierwszym razem…

Mogielica
5 (100%) 2 głoss
Zainteresowaliśmy Ciebie artykułem? Masz pytania, propozycje lub wątpliwości? Możesz do nas napisać: redakcja@everestexpedition.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ